04.06.2015

Iglakowy zawrót głowy.


Pamiętacie post, w którym pisałam Wam o sadzeniu naszych iglaków? Znalazł się sponsor- czyt. dziadek, który zakupił nam agrowłókninę do wyłożenia iglaków. Pomysł rewelacyjny, bo skończy się problem z koszeniem trawy pomiędzy drzewkami, ale pojawił się kolejny. Jaki?
Ano taki, że zanim taką agrowłókninę się rozłoży trzeba wypielić trawę znajdującą sie pomiędzy roślinami. Jak wiecie mamy spory kawałek jeśli chodzi o obwód działki i wyrywanie 160 metrów trawy po długości doprowadzał mnie na samą myśl do szaleństwa.
Mój Mąż obiecał jednak, że sam zajmie się ogarnięciem terenu. I tak się też stało. Wypielanie 1 przęsła ogrodzenia z dostępnych 56 zajęło mu 2.5 godziny (!!!) Mało, no nie?

Po tym czasie doprowadzony do granic  wytrzymałości, wsiadł w auto i pojechał zakupić sprzęt-glebogryzarkę. Przyjechał wyjątkowo uradowany, bo myślał, że pójdzie zwinnie- no i troszkę się zawiódł. Dla mnie pielenie to najgorsza rzecz pomijając prasowanie ;-)
Zrobiło mi się jednak go strasznie szkoda i zlitowałam się. Wzięliśmy się razem i powoli udało nam się ogarnąć temat. trwało to bardzo długo, bo prawie 3 tygodnie, ale co można zrobić przez 2 godziny dzienne po pracy. Nie mniej jednak teren został opielony i wyłożony pięknie włókniną.
Na chwilę obecną został nam zakup kostki, z której zrobimy krawężnik, ale jak wiadomo to też jest koszt- w naszym przypadku 400 PLN. Nie wspomnę o kamieniach, które mają się znaleźć zamiast kory, ale ich koszt na dzień dzisiejszy jest dużo za duży na nasze możliwości, a przecież zaraz przyjedzie dla nas węgiel, za który trzeba zapłacić i szykuje się pod koniec sierpnia dość duża inwestycja związana z naszym domem.
Cieszę się jednak, że w tym roku spełniliśmy jedno z naszych marzeń o roślinkach.

Poniżej możecie obejrzeć efekt "w trakcie" i "po"

I jak? Lepiej wygląda? ;-)

















A tutaj nasza glebogryzarka w akcji.



Obsługiwane przez usługę Blogger.