27.01.2015

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą- część II.


Nie uwierzycie co się dzisiaj wydarzyło. Miał to być jutrzejszy post, ale chciałabym opowiedzieć Wam, co takiego skłoniło mnie do napisania kolejnego już dziś wpisu.

Zgodnie z obietnicą mojego szefa, dziś miało dojść do spotkania. Jesteście pewnie ciekawi jak potoczyły się losy Korpo-Mamy? 
O godzinie 10:30 zadzwonił do mnie mój "wspaniały" szef i oznajmił mi przez telefon (tak, tak, dobrze widzicie- przez telefon), że ma dla mnie niezbyt dobrą informację bowiem moja umowa nie zostanie mi przedłużona.
Jak przeczuwałam, decyzja była do przewidzenia, bo moje Korpo mimo, że daje młodym i kreatywnym ludziom szanse, to niestety traktuje ich bardzo przedmiotowo.
Rozmowa była dość krótka, ale bez zbędnych wyrzutów. Powiedziałam tylko, że w sumie to się cieszę z takiej decyzji. Tak więc po kilku minutach skończyliśmy temat, rozłączyłąm się i wiecie co? Z jednej strony czuję straszną ulgę, że w końcu sprawa wyjaśniła się, a z drugiej smutno mi, że pracownik z 5-letnim stażem został potraktowany w taki przedmiotowy sposób. Czy ktoś z Was wpadłby na pomysł żeby zwolnić swojego pracownika telefonicznie czy sms-em? Chyba nie, więc o tyle dziwne, że teoretycznie (zaznaczam teoretycznie), człowiek wykształcony, na stanowsku robi z siebie takiego frajera jakich mało kończąc w ten sposób współpracę!
No cóż. Dla mnie to trochę taka zawodowa porażka, ale jakoś muszę się w tym po prostu na nowo odnaleźć. Smutne jest tylko to, że ja niestety nie jestem odosobnionym przypadkiem stosowania taktyki zwalniania młodych matek w mojej byłej Korpo. 
Niestety Korporacje nie są nastawione prorodzinnie oni potrzebują tylko pracowników, którzy postawią pracę ponad swoje życie prywatne.

Ja na szczęście nie jestem takim człowiekiem odkąd mam swoją kochaną Rodzinę i nigdy nie poświęcę swoich najbliższych dla pracy. 


Udałam się więc do pracy celem załatwienia sobie urlopu, bo stwierdziłam, że chyba nie chcę tam siedzieć i to w dodatku na 2 zmianę.

Weszłam do biura, usiadłam przed komputerem i napisałam kilka słów do moich znajomych z pracy. Chciałam im podziękować za to, że miałam możliwość z nimi współpracować. Zdałam rzeczy, identyfikator, pożegnałam się z najbliższymi mi kolegami i koleżankami i zapaliłam ostatniego papierosa stojąc ostatni raz na terenie mojego Korpo, dla którego przez tyle czasu się poświęcałam.
Po opuszczeniu budynku, już w domu wypiłam sobie całe winko i teraz siedzę i piszę Wam posta... i tak sobie myślę, że nie jestem już Korpo-Mamą.
Tak sobie w międzyczasie zastanawiam się, jak to wszystko poukładać. Zaczynam powoli dorastać do tego, że zaczynam mieć w życiu nowy, lepszy cel- być może otwarcia własnej działalności gospodarczej. Muszę się zapoznać z wymaganiami. Poczytać o dofinansowaniach i zdecydować czy faktycznie chcę w to brnąć. 
Jak to mówią: "Kto nie zaryzykuje, ten nic nie ma".


I nadal wyznaję zasadę: Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą! Ja się nigdy nie poddaję i będę walczyła do ostatniego oddechu. Taka moja kobieca natura.





Obsługiwane przez usługę Blogger.