Witaj Zimo, piękna pani...

Zima
Zima w tym sezonie zaskoczyła nie tylko drogowców (jak każdego roku), ale tym razem i nas. Śnieżny, biały puch zagościł na dobre i pozwolił cieszyć się aktywnościami na dworze. 


Piękna pani ZIMA

Pięknie ozdobione gałęzie drzew, puch zalegający na iglakach i wspaniałe słońce otulające nasze twarze wywołały w nas mnóstwo pozytywnej energii i zachęciły jednocześnie do wspólnych aktywności na powietrzu. Choć temperatura sięgała grubo ponad 0 stopni, nam nie przeszkodziło to w wariacjach na sankach i szalonych zjazdach z górki w lesie. 

Dawno tak dobrze nie bawiliśmy się na świeżym powietrzu, ale sytuacja związana z Covid-19 niestety pozbawiła wielu ludzi możliwości i chęci wyjazdów, bo hotele i restauracje zamknięto odbierając nie tylko radość turystom z zimowych zabaw, ale także źródło dochodu właścicielom obiektów. My również planowaliśmy wyjazd sylwestrowy, a nawet ferie zimowe spędzone na stoku z dziećmi- odpuściliśmy jednak, bo jaki sens jechać i nie móc napić się gorącej czekolady w góralskiej knajpce. 

Cóż jednak począć, kiedy dzieciom marzy się śnieżna zabawa? Spakować wszystko do bagażnika auta i pojechać szukać miejsca, które pozwoli oderwać się od codzienności.

W naszej okolicy nie brakuje lasów ani górek do szalonych zjazdów. Jedyne, czego brakowało nam każdego roku, to góry śniegu, aby móc ulepić bałwana i porzucać się śnieżkami. Tym razem to się zmieniło i pozwoliło doświadczyć naszym dzieciom choćby namiastkę tego, co doświadczaliśmy w naszym dzieciństwie.

ZImaZImaZImaZImaZIma

Wspomnienie zimy

"20 lat temu zimy były zupełnie inne"


Kiedyś powyższe zdanie słyszłam z ust mamy, a dziś sama wypowiadam je w rozmowach ze swoimi dziećmi. Każdy zimowy poranek malował na oknach mroźne wzory, które oczy dziecka z uwagą doglądały zaraz po wstaniu z łóżka. Mróz za każdym krokiem skrzypiał po butami, a nos w ekspresowym tempie zmieniał kolor pod wypływem zimna.

Nie przeszkadzało nam to jednak godzinami biegać po dworze z innymi dziećmi czy zjeżdżać sankami na tyłkach po lekcjach. Wracaliśmy domu przemoczeni, brudni, ale i niezwykle szczęśliwi. Zmarznięte nogi i ręce grzaliśmy na żeliwnych grzejnikach, a mama lub babcia donosiła tylko gorącą zupę lub ciepłe kakao. Na wf chodziliśmy ćwiczyć na lodowisko, gdzie mieszaliśmy się z innymi klasami i dziećmi, które przyszły pojeździć z rodzicami czy dziadkami po zmrożonej tafli. Nikt nie bał się kontuzji, zimna, a już z pewnością zarazków, bo mróz skutecznie je zabijał.

Największą karą w tamtych czasach było dla nas to, że podczas choroby trzeba było siedzieć w domu i nie można było biegać jak wariat czy zjeżdżać na plecakach- nikt z nas nie pomyślał, że czasy się zmienią, bo choć są lepsze pod względem technologicznym, to jednak bardzo ubogie w radość, która na każdym kroku panowała.
ZIma