Podróże z dziećmi #50- Hel
Tydzień przed majówką postanowiliśmy zrobić sobie mały reset od codzienności i spontanicznie ruszyliśmy rodzinnie na Hel. Ja, mój mąż, Kuba i Agata – czwórka ludzi spragnionych morza, spacerów i chwili oddechu. I powiem Wam jedno: to był strzał w dziesiątkę. Bez tłumów, bez kolejek i z tym cudownym spokojem, który nad Bałtykiem przed sezonem smakuje najlepiej.
Hel ma też niezwykły klimat historyczny. Zobaczyliśmy ORP Grom (1950) oraz Wrak ORP Wicher II. Kuba był szczególnie zainteresowany historią okrętów i długo czytał wszystkie na telefonie podczas eksplorowania wraków. Spędziliśmy tutaj naprawdę świetne chwile, zjedliśmy posiłek i odpoczęliśmy po piszej wędrówce. W drodze przez las odwiedziliśmy również Magiczną sosnę. To jedno z tych miejsc, które może nie jest ogromną atrakcją turystyczną, ale ma swój wyjątkowy klimat. Idealne na krótki przystanek i kilka rodzinnych zdjęć, szczególnie w taki piekny i słoneczny dzień.
Im dalej, tym spokojniej
Już sama droga na Półwysep Helski robi wrażenie. Im dalej jedzie się w stronę Helu, tym bardziej człowiek czuje, że zostawia za sobą cały chaos. Z jednej strony morze, z drugiej zatoka, sosnowe lasy i ten charakterystyczny morski zapach, którego nie da się pomylić z niczym innym. Kuba co chwilę wypatrywał kolejnych punktów na trasie, a Agata zachwycała się widokami za oknem i planowała, które miejsca chce zobaczyć jako pierwsze.Miejsce, gdzie odpoczywasz- Resort Hel
Naszą bazą wypadową był Resort Hel – domki letniskowe w spokojnej częsci miejscowości. Już po przekroczeniu bramy wiedziałam, że to będzie udany pobyt. Domki okazały się absolutnie fantastyczne. Nowoczesne, pięknie urządzone, przestronne i przede wszystkim bardzo komfortowe dla rodzin. Wszystko było dopracowane – klimatyzacja, wygodne łóżka, świetnie wyposażona kuchnia, duży stół, przy którym spokojnie jedliśmy wspólne śniadania i wieczorami długo rozmawialiśmy po całym dniu zwiedzania.Ogromnym plusem był też taras z meblami ogrodowymi. gdzie poranna kawa w ciszy, kiedy reszta rodziny jeszcze powoli budziła się do życia, smakowała tam naprawdę wyjątkowo. Wieczory miały natomiast swój niepowtarzalny klimat – dzieci siadały z nami na tarasie, rozmawialiśmy przy świetle księżyca, wspominaliśmy najlepsze momenty dnia i planowaliśmy kolejne miejsca do odwiedzenia. Takie chwile budują najpiękniejsze rodzinne wspomnienia.
W domkach było dosłownie wszystko – lodówka, zmywarka, mikrofalówka, ekspres do kawy, wygodna łazienka i naprawdę dużo przestrzeni - spokojnie na 6 osób. Można było poczuć się jak w domu, tylko w znacznie piękniejszych okolicznościach. Kuba i Agata bardzo szybko „zadomowili się” w resorcie. Wieczorami spędzali czas na placu zabaw i trampolinach, gawędząc i śmiejąc się, a my mogliśmy w końcu usiąść spokojnie z kawą i po prostu odpocząć. Dla rodziców ogromnym plusem był też prywatny parking i spokojna okolica.
Na terenie obiektu można także skorzystać z wypożyczenia rowerów, zrobić grilla i odpocząć we wspólnej częsci wypoczynkowejZobaczcie, jak wygląda domek i teren wokół niego.
Co zobaczyć na Helu?
Na Hel dojechaliśmy już w piątek. Po szybkim rozpakowaniu się, mimo zimna i wiatru, poszliśmy spacerem na Cypel. Po drodze spotkaliśmy dwa piękne łosie, które nie bacząc na turystów spokojnie oddawały się uczcie w pobliskim lasku. To było niesamowite doświadczenie. które pozwoliło zobaczyć zwierzęta w ich naturalnym otoczeniu.
Kilka minut spacerkiem od naszej bazy noclegowej ukazał nam się widok, na który długo czekaliśmy. Szum morza, jego zapach i pękne słońce, które wywołąłą w nas ogromne wzruszenie. Przespacerowaliśmy się trasą, odwiedziliśmy Kopiec Kaszubów na początku Polski oraz sprawdziliśmy pozostałości militarne, które zawsze są dla nas ciekawą atrakcją i możliwością rozmowy o historii.
Powolnym krokiem udaliśmy się także zobaczyć port. Po drodze znajduje się również motylarnia, ale nie udało nam się tam dotrzeć, gdyż było już zamknięte, a w kolejnych dniach mieliśmy inne plany- następnym razem napewno tam zajrzymy!
Drugi dzień rozpoczęliśmy oczywiście od zobaczenia najbardziej znanych miejsce na Helu. Nasze nogi ponosiły nas do portu, gdzie niedaleko odwiedziliśmy Szkielet finwala, który zrobił na nas wszystkich ogromne wrażenie. Dopiero stojąc obok tak ogromnego szkieletu człowiek uświadamia sobie skalę tych zwierząt. Kuba od razu zaczął czytać informacje historyczne i techniczne, a Agata była pod wrażeniem samej wielkości eksponatu.
Nie udało nam się dotrzeć do Fokarium Stacji Morskiej im. Prof. Krzysztofa Skóry z braku czasu, ale nic staraconego- jeszcze tu przecież wrócimy! Samo fokarium jest świetnym miejscem nie tylko dla młodszych dzieci, ale też dla starszych, bo można dowiedzieć się wielu ciekawostek o Bałtyku i ochronie fok.
Bardzo spodobały nam się też Huśtawki nad brzegiem. Widok podczas siedzenia jest naprawdę piękny, szczególnie w słoneczny dzień. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek po prostu zatrzymuje się na chwilę i chce nacieszyć oczy widokiem. Korzystaliśmy z okazji, że nie było nikogo w pobliżu więc poświęciliśmy trochę czasu na wspólne rozmowy podczas odpoczynku napawając się wyjątkowym widokiem.
Wracając wpadliśmy na obiad, aby nabrać siły do dalszych spacerów i się rozgrzać. Mimo wspanaiałego słońca, wiatr osiągał prędkość 60 km/h, co przekładało się na odczuwalną temperaturę - nam jednka to zupęłnie nie przeszkadzało.
Po południu oczywiście odwiedziliśmy także Latarnię Morską. Co prawda była tymczasowo zamknięta, ale i tak robi ogromne wrażenie. Sama okolica latarni jest bardzo klimatyczna i świetnie nadaje się na spacer, trzeba tylko uważać na dziki.
Ostatniego dnia wpadliśmy na Wydmy Helskie. I tutaj chyba najbardziej poczuliśmy ten wyjątkowy klimat półwyspu. Cisza, piasek, sosny i morze w tle. Dzieci spacerowały z nami praktycznie bez pośpiechu, robiliśmy zdjęcia, rozmawialiśmy i po prostu chłonęliśmy ten spokój. Uwielbiam takie miejsca – naturalne, niewymuszone i pozwalające naprawdę zwolnić.
Największe wrażenie zrobił jednak sam Półwysep Helski. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Nawet zwykły spacer smakuje tam inaczej. Morze o tej porze roku jest jeszcze chłodne, ale plaże są niemal puste, dzięki czemu można naprawdę odpocząć.
Największe wrażenie zrobił jednak sam Półwysep Helski. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Nawet zwykły spacer smakuje tam inaczej. Morze o tej porze roku jest jeszcze chłodne, ale plaże są niemal puste, dzięki czemu można naprawdę odpocząć.
Ten wyjazd przypomniał mi, że rodzinne podróże nie muszą być wypełnione atrakcjami od rana do wieczora. Czasem najcenniejsze są właśnie te proste momenty – wspólne spacery, rozmowy przy szumie morza, wieczory na tarasie i czas spędzony razem bez pośpiechu.
Wróciliśmy zmęczeni, ale w ten najlepszy możliwy sposób. Z głową pełną wspomnień, telefonem pełnym zdjęć i z obietnicą, że jeszcze kiedyś wrócimy na Hel poza sezonem. Bo właśnie wtedy jest tam najpiękniej – spokojnie, naturalnie i rodzinnie.
Wróciliśmy zmęczeni, ale w ten najlepszy możliwy sposób. Z głową pełną wspomnień, telefonem pełnym zdjęć i z obietnicą, że jeszcze kiedyś wrócimy na Hel poza sezonem. Bo właśnie wtedy jest tam najpiękniej – spokojnie, naturalnie i rodzinnie.
Całość ciekawych atrakcji na Helu zebraliśmy w pomocnej mapce, któą możecie podejrzeć |tu|














































