02.02.2017

Historia drugiego porodu.


Mimo, że mam już obok siebie moje drugie dziecko, często wracam pamięcią do dnia porodu. Dlaczego? Doprawdy sama nie wiem. Może po prostu nie chcę niczego zapomnieć.
Chwila, kiedy w końcu po długim okresie oczekiwania poznajesz swoje dziecko jest wyjątkowa.


Chciałabym aby ten wpis był nie tylko dla przyszłych mam drogowskazem po tym, jak przebiega poród, ale przede wszystkim chcę mieć pamiątkę z tego dnia. Pamięć ludzka bywa ulotna, szczególnie w natłoku obowiązków, a ja nie chcę zapomnieć nawet sekundy z tego pięknego porodu.

Jak to się mówi historia lubi się powtarzać. Tym razem mój poród również odbył się we wtorek, na dyżurze mojego lekarza prowadzącego. Przyznam szczerze, że bardzo chciałam, aby akcja zaczęła się samoistnie. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Jak to jest, kiedy odchodzą wody płodowe, biegiem szykujesz się do szpitala i zaczyna się wszystko dziać- tak naturalnie.

Kolejny raz mój poród był indukowany. Co to znaczy? Wywołany za pomocą kroplówki. Niestety moje dzieci nie chcą rodzić się same więc trzeba im w tym troszkę pomóc.


17 stycznia 2017 od 8 rano byłam już podłączona do kroplówki i ktg. Delikatne skurcze rysowały się już na zapisie, a ja czekałam na Męża przeglądając Facebooka i Instagrama. Czas jakby się trochę dłużył, ale jak się okazało później wlókł się już zupełnie jak kulawy żółw. Skurcze stawały się mocniejsze, ale niestety rozwarcie się nie powiększało. Oprócz tego pęcherz płodowy nie chciał sam wydalić wód płodowych- konieczne było przebicie. Ok. godziny 13 dostałam zastrzyk, który miał przyspieszyć akcję i delikatnie złagodzić ból. Dzięki cudownym położnym nawet w takiej chwili atmosfera była bardzo przyjazna. Dwie miłe Panie siedziały razem z nami cały czas doglądając czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Ok. 14 przy badaniu okazało się, że tętno dziecka spada. Został mi podany tlen, a ja w myślach prosiłam aby akcja w końcu przybrała na mierze. Bóle były już bardzo silne. W zasadzie skurcz za skurczem, który się pojawiał sprawiały, że chciałam się poddać. Dzięki ogromnemu wsparciu mojego Męża oraz obecnych położnych udało nam się w pól godziny zwiększyć rozwarcie o 5cm i mogliśmy zaczynać przeć.

Po przygotowaniu łóżka i pierwszych parciach napotkaliśmy przeciwność, która mogła kosztować nasze dziecko życie. Mała Agatka zakleszczyła się i nie mogłam jej urodzić. Mimo moich prób i dawania z siebie pełnej mocy cała akcja zaczynała się robić dramatyczna. Położna zdecydowała się mnie naciąć jeszcze bardziej i delikatnie wyjęła Agatę na powierzchnię.

Nasza córka nie dawała znaków życia! Dla nas było to najgorsze uczucie jakie kiedykolwiek nas spotkało. Piotrek patrzył na nasze dziecko, ja płakałam z bezsilności. Dzięki sprawnej pomocy obecnych  położnych i lekarzy od noworodków po intubacji udało się naszej dziewczynce odzyskać oddech i zapłakać. Kamień spadł nam z serca, łzy ponownie napłynęły do naszych oczu- teraz z radości i wielkiej ulgi. Nie było magicznej chwili przecięcia pępowiny przez Tatę, jak za pierwszym razem. Cała sytuacja działa się tak szybko, że potrzebne było trzeźwe myślenie.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy tego dnia byli przy mnie. Panie położne i ich podejście było rewelacyjne. Każdej kobiecie życzę takiej fachowej opieki i wspaniałej współpracy na położnictwie.
Ponadto pielęgniarki z oddziału noworodkowego to ANIOŁY. Wspaniałe wsparcie przy maleństwach, a także pomoc przy laktacji- to bardzo ważne w tych pierwszych chwilach- nawet jeśli rodzimy już kolejny raz.
Uważam, że mimo nieprzychylnych uwag dotyczących personalu, lekarzy i ogólnie szpitala w Łowiczu jest to miejsce, które polecam na poród. Gdyby dane mi było urodzić po raz kolejny (co już nie jest możliwe) to po raz kolejny wybrałabym to miejsce.



Pierwsza część- pierwszy poród- OPIS

Obsługiwane przez usługę Blogger.