Chcę, żeby moje dzieci wiedziały, że zawsze mogą na nas liczyć
Ostatnie wydarzenia w szkołach skłaniają do wielu refleksji, szczególnie kiedy samemu jest się rodzicem dzieci w wieku szkolnym.Trudno przejść obojętnie obok informacji o przemocy, która dzieje się w miejscach, gdzie dzieci powinny czuć się bezpiecznie. Zaczynamy się zastanawiać, co dzieje się w głowach młodych ludzi, jak to możliwe, że dochodzi do takich tragedii i czy jako rodzice jesteśmy w stanie zrobić coś, żeby w przyszłości podobnych sytuacji było mniej, a potem patrzymy na własne dzieci i myślimy o tym, jak bardzo chcielibyśmy uchronić je przed wszystkim, co złe.
Mam w domu trzynastolatka i dziewięciolatkę, więc doskonale widzę, jak szybko zmienia się świat dzieci, kiedy zaczynają dorastać. Jeszcze niedawno większość wolnego czasu spędzaliśmy razem, a wspólne wycieczki czy rodzinne wyjazdy były czymś zupełnie naturalnym. Nadal lubimy spędzać czas w ten sposób, ale coraz częściej pojawiają się koledzy, koleżanki i własne plany, które niekoniecznie uwzględniają rodziców. I oczywiście tak powinno być. Dzieci muszą mieć swoją przestrzeń, budować relacje poza domem i stopniowo uczyć się samodzielności. Zdaję sobie jednak sprawę, że wraz z tym dorastaniem coraz więcej rzeczy będzie działo się poza naszym zasięgiem.
Dlatego tak ważne jest dla mnie to, co budujemy z dziećmi na co dzień. Nie mam na myśli żadnych specjalnych metod wychowawczych ani prób kontrolowania każdego ich kroku. Chodzi raczej o zwykłą, codzienną obecność, rozmowy i zainteresowanie tym, co dzieje się w ich życiu.
Staramy się znać ich problemy i troski, wiedzieć, co je cieszy, co martwi, z czym sobie radzą, a co sprawia im trudność. Nie oznacza to oczywiście, że wiemy o wszystkim. Dzieci mają swoje tajemnice, a wraz z wiekiem będą potrzebowały coraz więcej prywatności. Nie oczekuję, że będą opowiadały nam o każdym szczególe swojego życia, bo sama pamiętam, jak to jest być nastolatką. Chciałabym jednak, żeby wiedziały, że jeśli wydarzy się coś trudnego, nie muszą zastanawiać się, czy mogą nam o tym powiedzieć.
Kiedy pojawia się jakiś problem, próbujemy wspólnie znaleźć rozwiązanie. Czasami wystarczy rozmowa i spojrzenie na sytuację z innej strony, innym razem trzeba zastanowić się, co można zrobić, z kim porozmawiać albo jak naprawić coś, co poszło nie tak. Nie zawsze mamy gotowe odpowiedzi i nie zawsze wszystko udaje się rozwiązać od razu, ale zależy mi na tym, żeby dzieci miały poczucie, że nie muszą same mierzyć się z czymś, co je przerasta.
Myślę, że to bardzo ważne, aby dziecko nie bało się przyjść do rodzica również wtedy, kiedy samo popełni błąd. Jeśli będzie przekonane, że za każdym razem czeka je przede wszystkim krzyk, ocena albo kara, może zacząć ukrywać problemy. A przecież nie chodzi o to, żeby nigdy nie wyciągać konsekwencji, ale o to, by najpierw dowiedzieć się, co się wydarzyło i dlaczego. Można nie zgadzać się z zachowaniem dziecka, a jednocześnie dać mu do zrozumienia, że nadal jesteśmy po jego stronie i pomożemy mu znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.
Podczas wspólnych wyjazdów często rozmawiamy na różne tematy. Czasami rozmowa zaczyna się od jakiegoś wydarzenia, które zauważyliśmy po drodze, innym razem od historii opowiedzianej przez jedno z dzieci. Nie planujemy tych rozmów, nie przygotowujemy sobie listy tematów do omówienia. Po prostu rozmawiamy, wymieniamy się spostrzeżeniami i zastanawiamy nad tym, dlaczego ludzie zachowują się w określony sposób.
Myślę, że właśnie w takich momentach można przekazać dzieciom sporo ważnych rzeczy, nie robiąc z tego kolejnej lekcji wychowawczej. Można porozmawiać o tym, jak traktujemy innych, co zrobić, kiedy ktoś jest krzywdzony, dlaczego nie warto śmiać się z czyjegoś nieszczęścia i kiedy należy poprosić dorosłego o pomoc. Można też zwyczajnie przyznać, że nie na wszystkie pytania znamy odpowiedź.
Nie chcę, żeby nasze rozmowy ograniczały się do sprawdzania ocen, przypominania o obowiązkach i pytania, czy wszystko zostało przygotowane na następny dzień. Zależy mi, żebyśmy potrafili rozmawiać również o tym, co dzieje się wokół nas, nawet jeśli są to tematy niewygodne albo trudne. Dzieci i tak stykają się z nimi w szkole czy internecie, dlatego wolę, żeby miały możliwość porozmawiania o nich również z nami.
Jednocześnie nie udajemy, że wszystko zawsze wygląda idealnie. Dzieci widzą, że czasami jesteśmy czymś zmartwieni, że niektóre sprawy wymagają czasu albo że nie wszystko idzie tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Rozmawiamy o tym w sposób dostosowany do ich wieku, pokazując, że problemy są częścią życia, ale można szukać rozwiązań, rozmawiać ze sobą i wspierać się nawzajem.
Chciałabym, żeby wiedziały, że dorosłość nie polega na tym, że człowiek zawsze wszystko potrafi i nigdy nie popełnia błędów. Czasami trzeba się do czegoś przyznać, przeprosić albo poprosić o pomoc. Czasami rozwiązanie przychodzi szybko, a czasami trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nie ma w tym niczego wstydliwego.
W naszej rodzinie staramy się działać razem, zarówno jako rodzice, jak i partnerzy oraz dzieci. Nie oznacza to, że zawsze mamy takie samo zdanie i nigdy się nie spieramy. Różnimy się, czasami inaczej patrzymy na daną sytuację, ale staramy się rozmawiać i szukać rozwiązań. Myślę, że dzieci, obserwując nas na co dzień, uczą się również tego, jak radzić sobie z nieporozumieniami i jak można przejść przez trudniejszy moment, nie rezygnując z wzajemnego szacunku.
To daje mi poczucie, że budujemy coś ważnego. Relację, w której nie trzeba udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy tak nie jest, i w której można zasygnalizować, że coś nas niepokoi.
Warto jednak zachować uważność i zauważać, kiedy zachowanie dziecka wyraźnie się zmienia. Jeżeli ktoś, kto dotąd chętnie spotykał się z przyjaciółmi, nagle całkowicie się od nich odcina, przestaje interesować się tym, co wcześniej sprawiało mu przyjemność, ma problemy ze snem, jest stale zmęczony, rozdrażniony albo zaczyna mieć trudności z codziennym funkcjonowaniem, nie warto automatycznie uznawać, że to po prostu kolejny etap dojrzewania.
Takie sygnały nie muszą oznaczać depresji, ale jeśli utrzymują się, nasilają lub zaczynają wpływać na życie dziecka, warto spokojnie porozmawiać i w razie potrzeby skonsultować się ze specjalistą. Szczególnie poważnie trzeba traktować wypowiedzi o beznadziei, braku sensu życia, samookaleczaniu czy myślach samobójczych. Nie należy ich bagatelizować ani zakładać, że dziecko mówi tak wyłącznie po to, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Jednocześnie ważne jest dla mnie, żeby nie łączyć automatycznie kryzysów psychicznych z przemocą wobec innych. Większość osób zmagających się z depresją czy innymi trudnościami psychicznymi nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Chodzi raczej o to, żebyśmy jako dorośli umieli zauważyć, że młody człowiek może potrzebować wsparcia, zanim jego problemy jeszcze bardziej się nasilą.
Rozmowa nie rozwiąże wszystkiego, ale może być początkiem. Czasami dziecko samo nie potrafi powiedzieć, co się z nim dzieje, albo boi się reakcji otoczenia. Dlatego tak ważne jest, by wiedziało, że może zwrócić się do rodzica, wychowawcy, psychologa szkolnego czy innego zaufanego dorosłego. A naszym zadaniem jest potraktować jego słowa poważnie, nawet jeśli początkowo nie do końca rozumiemy sytuację.
Zależy mi jednak na tym, żeby nawet wtedy, kiedy będą już starsze, miały poczucie, że w trudnej sytuacji mogą na nas liczyć. Że nie muszą najpierw same znaleźć rozwiązania, uporządkować wszystkich myśli i przygotować się na rozmowę. Mogą po prostu przyjść i powiedzieć, że coś się wydarzyło, że czegoś się boją albo że nie wiedzą, co zrobić.
Nie zawsze będziemy mieli gotową odpowiedź, ale możemy poszukać jej razem. Jeśli problem okaże się większy, niż jesteśmy w stanie sami rozwiązać, będziemy szukać pomocy. Najważniejsze, żeby dziecko nie miało poczucia, że musi poradzić sobie ze wszystkim w pojedynkę.
Ostatnie wydarzenia przypominają mi, jak niewiele czasami wiemy o tym, co dzieje się w życiu innych ludzi, nawet jeśli widujemy ich codziennie. Nie znamy wszystkich problemów, z którymi mierzą się dzieci w szkole, nie zawsze wiemy, co przeżywają ich rówieśnicy i co dzieje się za zamkniętymi drzwiami innych domów. Nie jesteśmy w stanie kontrolować całego świata ani zagwarantować dzieciom, że nigdy nie spotka ich nic złego.
Możemy jednak rozmawiać, uczyć je wrażliwości na krzywdę innych, pokazywać, że przemoc nie jest rozwiązaniem i że w trudnych sytuacjach warto szukać pomocy. Możemy też uczyć je, że proszenie o wsparcie nie jest oznaką słabości, a powiedzenie dorosłemu o czymś niepokojącym nie jest donoszeniem, tylko czasami jedynym sposobem, żeby komuś pomóc.
Dzisiaj nasze dzieci mają 13 i 9 lat. Wciąż spędzamy razem dużo czasu, choć coraz wyraźniej widzę, że ten etap powoli się zmienia. Nie wiem, jakie problemy pojawią się w ich życiu za kilka lat ani czy zawsze będziemy potrafili odpowiednio zareagować. Wiem jednak, że chcę nadal budować z nimi taką relację, w której jest miejsce na rozmowę, różnicę zdań, błędy i wspólne szukanie rozwiązań.
Bo nie jestem w stanie ochronić ich przed wszystkim, co może je spotkać. Mogę natomiast zrobić wiele, żeby wiedziały, że kiedy przyjdzie trudniejszy moment, nie muszą mierzyć się z nim same. I mam nadzieję, że właśnie to poczucie zostanie z nimi również wtedy, kiedy będą już zupełnie dorosłe.
Mam w domu trzynastolatka i dziewięciolatkę, więc doskonale widzę, jak szybko zmienia się świat dzieci, kiedy zaczynają dorastać. Jeszcze niedawno większość wolnego czasu spędzaliśmy razem, a wspólne wycieczki czy rodzinne wyjazdy były czymś zupełnie naturalnym. Nadal lubimy spędzać czas w ten sposób, ale coraz częściej pojawiają się koledzy, koleżanki i własne plany, które niekoniecznie uwzględniają rodziców. I oczywiście tak powinno być. Dzieci muszą mieć swoją przestrzeń, budować relacje poza domem i stopniowo uczyć się samodzielności. Zdaję sobie jednak sprawę, że wraz z tym dorastaniem coraz więcej rzeczy będzie działo się poza naszym zasięgiem.
Dlatego tak ważne jest dla mnie to, co budujemy z dziećmi na co dzień. Nie mam na myśli żadnych specjalnych metod wychowawczych ani prób kontrolowania każdego ich kroku. Chodzi raczej o zwykłą, codzienną obecność, rozmowy i zainteresowanie tym, co dzieje się w ich życiu.
Dużo rozmawiamy i staramy się wspólnie rozwiązywać problemy
W naszym domu naprawdę dużo się rozmawia. Czasami o szkole, czasami o relacjach z rówieśnikami, a czasami o czymś, co ktoś zobaczył w internecie albo usłyszał od znajomych. Nie zawsze są to rozmowy na poważne tematy, bo przecież życie składa się głównie z codzienności, żartów i opowiadania sobie różnych historii. Ale właśnie przy takich zwyczajnych okazjach często pojawiają się rzeczy, które są dla dzieci ważne i którymi chcą się z nami podzielić.Staramy się znać ich problemy i troski, wiedzieć, co je cieszy, co martwi, z czym sobie radzą, a co sprawia im trudność. Nie oznacza to oczywiście, że wiemy o wszystkim. Dzieci mają swoje tajemnice, a wraz z wiekiem będą potrzebowały coraz więcej prywatności. Nie oczekuję, że będą opowiadały nam o każdym szczególe swojego życia, bo sama pamiętam, jak to jest być nastolatką. Chciałabym jednak, żeby wiedziały, że jeśli wydarzy się coś trudnego, nie muszą zastanawiać się, czy mogą nam o tym powiedzieć.
Kiedy pojawia się jakiś problem, próbujemy wspólnie znaleźć rozwiązanie. Czasami wystarczy rozmowa i spojrzenie na sytuację z innej strony, innym razem trzeba zastanowić się, co można zrobić, z kim porozmawiać albo jak naprawić coś, co poszło nie tak. Nie zawsze mamy gotowe odpowiedzi i nie zawsze wszystko udaje się rozwiązać od razu, ale zależy mi na tym, żeby dzieci miały poczucie, że nie muszą same mierzyć się z czymś, co je przerasta.
Myślę, że to bardzo ważne, aby dziecko nie bało się przyjść do rodzica również wtedy, kiedy samo popełni błąd. Jeśli będzie przekonane, że za każdym razem czeka je przede wszystkim krzyk, ocena albo kara, może zacząć ukrywać problemy. A przecież nie chodzi o to, żeby nigdy nie wyciągać konsekwencji, ale o to, by najpierw dowiedzieć się, co się wydarzyło i dlaczego. Można nie zgadzać się z zachowaniem dziecka, a jednocześnie dać mu do zrozumienia, że nadal jesteśmy po jego stronie i pomożemy mu znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.
Wykorzystujemy wspólny czas, dopóki jeszcze go mamy
Lubię nasze wspólne wycieczki i wyjazdy, choć widzę, że z każdym rokiem dzieci coraz bardziej ciągnie do własnego towarzystwa. Czasami mam wrażenie, że jeszcze chwilę temu wystarczyło zaproponować wyjazd, a teraz trzeba już brać pod uwagę plany, spotkania i to, czy akurat nie umówiły się z kimś na popołudnie. To naturalny etap dorastania, ale jednocześnie moment, w którym człowiek zaczyna doceniać te wszystkie zwyczajne chwile, które wcześniej wydawały się czymś oczywistym.Podczas wspólnych wyjazdów często rozmawiamy na różne tematy. Czasami rozmowa zaczyna się od jakiegoś wydarzenia, które zauważyliśmy po drodze, innym razem od historii opowiedzianej przez jedno z dzieci. Nie planujemy tych rozmów, nie przygotowujemy sobie listy tematów do omówienia. Po prostu rozmawiamy, wymieniamy się spostrzeżeniami i zastanawiamy nad tym, dlaczego ludzie zachowują się w określony sposób.
Myślę, że właśnie w takich momentach można przekazać dzieciom sporo ważnych rzeczy, nie robiąc z tego kolejnej lekcji wychowawczej. Można porozmawiać o tym, jak traktujemy innych, co zrobić, kiedy ktoś jest krzywdzony, dlaczego nie warto śmiać się z czyjegoś nieszczęścia i kiedy należy poprosić dorosłego o pomoc. Można też zwyczajnie przyznać, że nie na wszystkie pytania znamy odpowiedź.
Nie chcę, żeby nasze rozmowy ograniczały się do sprawdzania ocen, przypominania o obowiązkach i pytania, czy wszystko zostało przygotowane na następny dzień. Zależy mi, żebyśmy potrafili rozmawiać również o tym, co dzieje się wokół nas, nawet jeśli są to tematy niewygodne albo trudne. Dzieci i tak stykają się z nimi w szkole czy internecie, dlatego wolę, żeby miały możliwość porozmawiania o nich również z nami.
Dorośli też mają problemy i nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli
Jest jeszcze jedna rzecz, która wydaje mi się istotna. My również mierzymy się z różnymi problemami, podejmujemy trudne decyzje, bywamy zmęczeni i czasami zwyczajnie nie wiemy, co zrobić. Oczywiście nie chcemy obarczać dzieci naszymi dorosłymi sprawami ani sprawiać, żeby czuły się odpowiedzialne za nasze samopoczucie. Są rzeczy, które powinny pozostać po stronie dorosłych, bo to my jesteśmy odpowiedzialni za zapewnienie im stabilności i poczucia bezpieczeństwa.Jednocześnie nie udajemy, że wszystko zawsze wygląda idealnie. Dzieci widzą, że czasami jesteśmy czymś zmartwieni, że niektóre sprawy wymagają czasu albo że nie wszystko idzie tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Rozmawiamy o tym w sposób dostosowany do ich wieku, pokazując, że problemy są częścią życia, ale można szukać rozwiązań, rozmawiać ze sobą i wspierać się nawzajem.
Chciałabym, żeby wiedziały, że dorosłość nie polega na tym, że człowiek zawsze wszystko potrafi i nigdy nie popełnia błędów. Czasami trzeba się do czegoś przyznać, przeprosić albo poprosić o pomoc. Czasami rozwiązanie przychodzi szybko, a czasami trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nie ma w tym niczego wstydliwego.
W naszej rodzinie staramy się działać razem, zarówno jako rodzice, jak i partnerzy oraz dzieci. Nie oznacza to, że zawsze mamy takie samo zdanie i nigdy się nie spieramy. Różnimy się, czasami inaczej patrzymy na daną sytuację, ale staramy się rozmawiać i szukać rozwiązań. Myślę, że dzieci, obserwując nas na co dzień, uczą się również tego, jak radzić sobie z nieporozumieniami i jak można przejść przez trudniejszy moment, nie rezygnując z wzajemnego szacunku.
To daje mi poczucie, że budujemy coś ważnego. Relację, w której nie trzeba udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy tak nie jest, i w której można zasygnalizować, że coś nas niepokoi.
Nie wszystko można zrzucić na dojrzewanie
W kontekście ostatnich wydarzeń myślę również o tym, jak łatwo czasami bagatelizujemy pewne zachowania dzieci. Szczególnie kiedy wchodzą w wiek nastoletni, wiele rzeczy tłumaczymy hormonami, potrzebą niezależności albo buntem. I oczywiście część zmian jest naturalnym elementem dorastania. Nastolatek może potrzebować więcej czasu dla siebie, mieć zmienne nastroje czy nie zawsze chcieć opowiadać rodzicom o swoim dniu.Warto jednak zachować uważność i zauważać, kiedy zachowanie dziecka wyraźnie się zmienia. Jeżeli ktoś, kto dotąd chętnie spotykał się z przyjaciółmi, nagle całkowicie się od nich odcina, przestaje interesować się tym, co wcześniej sprawiało mu przyjemność, ma problemy ze snem, jest stale zmęczony, rozdrażniony albo zaczyna mieć trudności z codziennym funkcjonowaniem, nie warto automatycznie uznawać, że to po prostu kolejny etap dojrzewania.
Takie sygnały nie muszą oznaczać depresji, ale jeśli utrzymują się, nasilają lub zaczynają wpływać na życie dziecka, warto spokojnie porozmawiać i w razie potrzeby skonsultować się ze specjalistą. Szczególnie poważnie trzeba traktować wypowiedzi o beznadziei, braku sensu życia, samookaleczaniu czy myślach samobójczych. Nie należy ich bagatelizować ani zakładać, że dziecko mówi tak wyłącznie po to, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Jednocześnie ważne jest dla mnie, żeby nie łączyć automatycznie kryzysów psychicznych z przemocą wobec innych. Większość osób zmagających się z depresją czy innymi trudnościami psychicznymi nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Chodzi raczej o to, żebyśmy jako dorośli umieli zauważyć, że młody człowiek może potrzebować wsparcia, zanim jego problemy jeszcze bardziej się nasilą.
Rozmowa nie rozwiąże wszystkiego, ale może być początkiem. Czasami dziecko samo nie potrafi powiedzieć, co się z nim dzieje, albo boi się reakcji otoczenia. Dlatego tak ważne jest, by wiedziało, że może zwrócić się do rodzica, wychowawcy, psychologa szkolnego czy innego zaufanego dorosłego. A naszym zadaniem jest potraktować jego słowa poważnie, nawet jeśli początkowo nie do końca rozumiemy sytuację.
Chciałabym, żeby wiedziały, że zawsze mogą do nas przyjść
Nie mam złudzeń, że będziemy wiedzieli o wszystkim, co dzieje się w życiu naszych dzieci. Wiem, że z czasem pojawią się sprawy, którymi nie będą chciały dzielić się z rodzicami, i że będą podejmować własne decyzje, nie zawsze zgodne z naszymi oczekiwaniami. To część dorastania i nie chcę odbierać im prawa do prywatności ani samodzielności.Zależy mi jednak na tym, żeby nawet wtedy, kiedy będą już starsze, miały poczucie, że w trudnej sytuacji mogą na nas liczyć. Że nie muszą najpierw same znaleźć rozwiązania, uporządkować wszystkich myśli i przygotować się na rozmowę. Mogą po prostu przyjść i powiedzieć, że coś się wydarzyło, że czegoś się boją albo że nie wiedzą, co zrobić.
Nie zawsze będziemy mieli gotową odpowiedź, ale możemy poszukać jej razem. Jeśli problem okaże się większy, niż jesteśmy w stanie sami rozwiązać, będziemy szukać pomocy. Najważniejsze, żeby dziecko nie miało poczucia, że musi poradzić sobie ze wszystkim w pojedynkę.
Ostatnie wydarzenia przypominają mi, jak niewiele czasami wiemy o tym, co dzieje się w życiu innych ludzi, nawet jeśli widujemy ich codziennie. Nie znamy wszystkich problemów, z którymi mierzą się dzieci w szkole, nie zawsze wiemy, co przeżywają ich rówieśnicy i co dzieje się za zamkniętymi drzwiami innych domów. Nie jesteśmy w stanie kontrolować całego świata ani zagwarantować dzieciom, że nigdy nie spotka ich nic złego.
Możemy jednak rozmawiać, uczyć je wrażliwości na krzywdę innych, pokazywać, że przemoc nie jest rozwiązaniem i że w trudnych sytuacjach warto szukać pomocy. Możemy też uczyć je, że proszenie o wsparcie nie jest oznaką słabości, a powiedzenie dorosłemu o czymś niepokojącym nie jest donoszeniem, tylko czasami jedynym sposobem, żeby komuś pomóc.
Dzisiaj nasze dzieci mają 13 i 9 lat. Wciąż spędzamy razem dużo czasu, choć coraz wyraźniej widzę, że ten etap powoli się zmienia. Nie wiem, jakie problemy pojawią się w ich życiu za kilka lat ani czy zawsze będziemy potrafili odpowiednio zareagować. Wiem jednak, że chcę nadal budować z nimi taką relację, w której jest miejsce na rozmowę, różnicę zdań, błędy i wspólne szukanie rozwiązań.
Bo nie jestem w stanie ochronić ich przed wszystkim, co może je spotkać. Mogę natomiast zrobić wiele, żeby wiedziały, że kiedy przyjdzie trudniejszy moment, nie muszą mierzyć się z nim same. I mam nadzieję, że właśnie to poczucie zostanie z nimi również wtedy, kiedy będą już zupełnie dorosłe.
Dziękuję, że tu jesteś ❣
Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy.
Będzie mi miło jeśli zechcesz zostawić po sobie jakiś ślad:
✔ Zaobserwuj mnie na Instagramie oraz Facebooku i dołącz do mojej społeczności.
✔ Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – udostępnij go dalej. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
Ściskam mocno ❣
Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy.
Będzie mi miło jeśli zechcesz zostawić po sobie jakiś ślad:
✔ Zaobserwuj mnie na Instagramie oraz Facebooku i dołącz do mojej społeczności.
✔ Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – udostępnij go dalej. To dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia.
Ściskam mocno ❣

