Podróże z dziećmi #51 - Kusadasi w Turcji
Nasze 51. miejsce w cyklu „Podróże z dziećmi”, czyli wakacje w Turcji z dziećmi – czas, którego bardzo potrzebowaliśmy.
Są takie wyjazdy, które zapamiętuje się głównie przez atrakcje, zabytki i liczbę odwiedzonych miejsc. Są też takie, które zostają w sercu przede wszystkim przez emocje. Nasza tegoroczna podróż do Turcji zdecydowanie należała do tej drugiej kategorii.
Pierwsze półrocze było dla nas bardzo intensywne i trudne emocjonalnie. Praca, obowiązki, codzienne wyzwania i szybkie tempo życia sprawiły, że bardziej niż kolejnych atrakcji potrzebowaliśmy po prostu zatrzymać się na chwilę. Odpocząć. Pobudzić głowę do nicnierobienia i przede wszystkim nacieszyć się sobą nawzajem. Dlatego lecąc do Turcji nie rezerwowaliśmy żadnych dodatkowych wycieczek fakultatywnych. Nie tworzyliśmy szczegółowego planu zwiedzania. Nie odhaczaliśmy kolejnych punktów na mapie, choć było ich sporo do zobaczenia. Chcieliśmy po prostu być razem, cieszyć się chwilą i zobaczyć tyle, ile uda nam się zobaczyć bez pośpiechu.
Dziś wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie mogliśmy podjąć, bo wrócić po raz kolejny w to samo miejsce nie jest problemem, a czas regeneracji i jakościowego czasu jest dla nas priorytetem.
Dziadek nieco przedwcześnie świętował swoje 80. urodziny, a babcia 75, które wypadają na początku lipca. Trudno wyobrazić sobie piękniejszy sposób na uczczenie takich jubileuszy niż wspólna podróż z rodziną i zobaczenie miejsc, które ogląda się tylko w TV (np w ulubionych tureckich serialach :-)).
Patrząc na nich podczas spacerów nad morzem, wspólnych kolacji czy rodzinnych rozmów przy zachodzie słońca, często łapaliśmy się na refleksji, jak ogromnym szczęściem jest możliwość przeżywania takich chwil razem. W dzisiejszym świecie, kiedy wszyscy nieustannie gdzieś pędzimy, takie momenty mają wartość, której nie da się przeliczyć na nic innego, a że jesteśmy bardzo związani z dziadkami, to taka przygoda była po prostu wyjątkowym doświadczeniem, które mam nadzieję na stałe zagości w naszym programie wakacyjnym.
Najbardziej podobało nam się jednak to, że mimo swojej wielkości zachował przyjazną, rodzinną atmosferę. Nie czuliśmy się jak kolejni anonimowi goście. Wręcz przeciwnie. Hotel wywołuje pozytywne emocje, hdyż oprócz tego, że znajduje się w pierwszej linii brzegowej dysponuje ogromną ilością zielonych terenów, co zdecydowanie wprowadza w stan ukojenia i odpoczynku. Cień przy niektórych basenach, miejsca na odpoczynek, bary i zawsze, absolutnie zawsze jakieś wolne miejsce, aby odpocząć.
Tutaj były naprawdę świetne.
Każdy dzień wyglądał inaczej. Animatorzy wkładali mnóstwo energii i serca w swoją pracę. Dzieci uczestniczyły w zabawach, konkursach i zajęciach sportowych, a wieczorami czekały na kolejne występy. Nie było mowy o nudzie. Zaciekawieni siedzieliśmy oglądając pokazy z ogniem, tańcem i wygibasy gości z Afryki, które zaciekawiły urlopowiczów w różnym wieku. Ogrom pracy i zaangażowania był bardzo widoczny, ale i widzowie dawali z siebie 100% okrzykując z zachwytem występujących.
Co ważne, animacje nie były nachalne. Jeśli ktoś chciał aktywnie spędzać czas – miał mnóstwo możliwości. Jeśli ktoś marzył o spokojnym odpoczynku przy basenie lub na plaży – również mógł liczyć na pełen komfort. To idealny balans, którego często brakuje w hotelach rodzinnych.
Wieczorami długo siedzieliśmy przy wspólnych kolacjach. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i po prostu celebrowaliśmy czas spędzony razem. Z czasem udało się nam poznać świetnych ludzi z Polski, dzięki któym wspólne posiłki nabierały zupęłnie innego wymiaru. Towarzyszyły temu wesołe rozmowy, wymiana doświadczeń i poznawanie róznych punktów widzenia. Naprawdę, doskonały czas przy pysznych posiłkach.
Od recepcji, przez restauracje, po animatorów i obsługę techniczną – wszyscy sprawiali, że czuliśmy się naprawdę zaopiekowani.
Takie rzeczy zostają w pamięci na długo i przywołują wspaniałe wspomnienia z każdego wyjazdu.
Uwielbiam takie momenty podczas podróży. I nie chodzi wyłącznie o dotarcie z punktu A do punktu B. Chodzi o obserwowanie ludzi, słuchanie języka, przyglądanie się codziennemu życiu i poznawanie kraju od trochę bardziej autentycznej strony, no i próbowanie rozmawiać w lokalnym języku. Czasami było trochę śmiechu z naszego tureckiego, ale ogólnie mieszkańcy Kusadasi bardzo doceniali, że próbowaliśmy ;-) Dzięki temu przez chwilę mogliśmy poczuć się jak lokalsi.
Odwiedziliśmy również historyczny Kervanserai, który przypomina o bogatej historii tego regionu.
Spacer po jego murach był okazją do krótkiego zatrzymania się i spojrzenia w przeszłość. Takie miejsca zawsze wywołują w nas zadumę i przypominają, jak wiele historii wydarzyło się przed nami.
Nie zabrakło także wizyty na lokalnym bazarze. Kolorowe stragany, zapach przypraw, tureckie słodycze, rękodzieło i wszechobecna energia sprawiają, że można tam spędzić wiele godzin. Wspaniałe rozmowy ze spotkanymi na naszej drodze ludźmi pokazały nam, że Turcy bardzo lubią naszych rodaków i chętnie podejmują z nimi rozmowy. Słysząc język polski podczas naszych rozmów zagajali polskimi słówkami, co wywoływało w nas wzruszenie.
Ciekawostką jest, że historycznie i kulturowo funkcjonuje także drugie, niezwykle popularne i nacechowane ogromnym szacunkiem określenie Polski, a mianowicie Lechistan. Słowo to wywodzi się od legendarnego Lecha i było powszechnie używane w czasach Imperium Osmańskiego. Choć dziś jest to termin nieco przestarzały w codziennej mowie, wielu Turków nadal z sentymentem używa go w kontekście historycznym i z sympatią odnosi się do naszej wielowiekowej przyjaźni.
Są takie wyjazdy, które zapamiętuje się głównie przez atrakcje, zabytki i liczbę odwiedzonych miejsc. Są też takie, które zostają w sercu przede wszystkim przez emocje. Nasza tegoroczna podróż do Turcji zdecydowanie należała do tej drugiej kategorii.
Cykl podróżniczy ma nowe punkty na mapie
W cyklu „Podróże z dziećmi” odwiedziliśmy już wiele niezwykłych miejsc. Tym razem na naszej mapie pojawiło się miejsce numer 51 i jednocześnie kolejny kraj, który mogliśmy wspólnie odkryć jako rodzina. Choć zwykle podczas wyjazdów staramy się zobaczyć jak najwięcej, tym razem podjęliśmy świadomą decyzję, że będzie inaczej.Pierwsze półrocze było dla nas bardzo intensywne i trudne emocjonalnie. Praca, obowiązki, codzienne wyzwania i szybkie tempo życia sprawiły, że bardziej niż kolejnych atrakcji potrzebowaliśmy po prostu zatrzymać się na chwilę. Odpocząć. Pobudzić głowę do nicnierobienia i przede wszystkim nacieszyć się sobą nawzajem. Dlatego lecąc do Turcji nie rezerwowaliśmy żadnych dodatkowych wycieczek fakultatywnych. Nie tworzyliśmy szczegółowego planu zwiedzania. Nie odhaczaliśmy kolejnych punktów na mapie, choć było ich sporo do zobaczenia. Chcieliśmy po prostu być razem, cieszyć się chwilą i zobaczyć tyle, ile uda nam się zobaczyć bez pośpiechu.
Dziś wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie mogliśmy podjąć, bo wrócić po raz kolejny w to samo miejsce nie jest problemem, a czas regeneracji i jakościowego czasu jest dla nas priorytetem.
Wyjątkowy wyjazd z wyjątkowymi ludźmi
Te wakacje miały dla nas jeszcze jeden bardzo ważny wymiar. Po raz pierwszy udało nam się wyjechać w wielopokoleniowym składzie. Towarzyszyli nam moi dziadkowie, którzy postanowili sprawić sobie naprawdę wyjątkowy prezent, cho cprzez wiele lat skutecznie się przed tym bronili.Dziadek nieco przedwcześnie świętował swoje 80. urodziny, a babcia 75, które wypadają na początku lipca. Trudno wyobrazić sobie piękniejszy sposób na uczczenie takich jubileuszy niż wspólna podróż z rodziną i zobaczenie miejsc, które ogląda się tylko w TV (np w ulubionych tureckich serialach :-)).
Patrząc na nich podczas spacerów nad morzem, wspólnych kolacji czy rodzinnych rozmów przy zachodzie słońca, często łapaliśmy się na refleksji, jak ogromnym szczęściem jest możliwość przeżywania takich chwil razem. W dzisiejszym świecie, kiedy wszyscy nieustannie gdzieś pędzimy, takie momenty mają wartość, której nie da się przeliczyć na nic innego, a że jesteśmy bardzo związani z dziadkami, to taka przygoda była po prostu wyjątkowym doświadczeniem, które mam nadzieję na stałe zagości w naszym programie wakacyjnym.

Batihan Beach Resort & Spa – hotel, który pozytywnie nas zaskoczył
Ci co doskonale nas znają, wiedzą, że nasze wakacyjne wyjazdy są czasami loterią. Obieramy sobie po prostu kilka kierunków i miejsc, gdzie chcielibyśmy pojechać i polujemy na last minute. I choć w tym roku ja jako jedyna nie do końca chciałam jechać do Turcji, bo jednak bliżej mi sercem do Grecji, to życie pokazało, że finalna decyzja była jedną z najlepszych.Naszym wakacyjnym domem został Batihan Beach Resort & Spa w Kusadasi, który tylko na chwilę pojawił się na moim monitorze jako oferta last minute. Przez póltora miesiąca oglądania ofert i badania rynku ani razu nie widziałąm tego miejsca. Oglądając pierwsze zdjęcia wiedziałam już, że ten hotel ma wszystko to, czego szukamy na nasze urlopy.
Już po przyjeździe wiedzieliśmy, że będzie dobrze. A z każdym kolejnym dniem przekonywaliśmy się, że będzie jeszcze lepiej.
Hotel przeszedł niedawno gruntowny remont i naprawdę to widać. Wszystko jest świeże, zadbane, nowoczesne i bardzo komfortowe. Nie dziwi nas fakt, że w tym roku obiekt awansował z czterech do pięciu gwiazdek. To nie jest tylko zmiana na papierze. To hotel, który faktycznie prezentuje bardzo wysoki standard pod każdym względem.
Już po przyjeździe wiedzieliśmy, że będzie dobrze. A z każdym kolejnym dniem przekonywaliśmy się, że będzie jeszcze lepiej.
Hotel przeszedł niedawno gruntowny remont i naprawdę to widać. Wszystko jest świeże, zadbane, nowoczesne i bardzo komfortowe. Nie dziwi nas fakt, że w tym roku obiekt awansował z czterech do pięciu gwiazdek. To nie jest tylko zmiana na papierze. To hotel, który faktycznie prezentuje bardzo wysoki standard pod każdym względem.
Najbardziej podobało nam się jednak to, że mimo swojej wielkości zachował przyjazną, rodzinną atmosferę. Nie czuliśmy się jak kolejni anonimowi goście. Wręcz przeciwnie. Hotel wywołuje pozytywne emocje, hdyż oprócz tego, że znajduje się w pierwszej linii brzegowej dysponuje ogromną ilością zielonych terenów, co zdecydowanie wprowadza w stan ukojenia i odpoczynku. Cień przy niektórych basenach, miejsca na odpoczynek, bary i zawsze, absolutnie zawsze jakieś wolne miejsce, aby odpocząć.
Przyznam szczerze, że na początku mieliśmy obawy jak babcia z dziadkiem poradzą sobie w takie upały. Jak będą sobie radzić w hotelu i podczas podrózy, ale nasze obawy były zupełnie nieuzasadnione. Pomimo wieku spisali się na medal zarówno podczas męczącej podróży, jak i spędzania czasu samodzielnie. Z takimi towarzyszami, to sama przyjemność wyjazdów.
Animacje dla dzieci i dorosłych na najwyższym poziomie
Doskonale wiem, że jeżeli podróżujecie z dziećmi, doskonale wiecie, jak ważne są animacje.Tutaj były naprawdę świetne.
Każdy dzień wyglądał inaczej. Animatorzy wkładali mnóstwo energii i serca w swoją pracę. Dzieci uczestniczyły w zabawach, konkursach i zajęciach sportowych, a wieczorami czekały na kolejne występy. Nie było mowy o nudzie. Zaciekawieni siedzieliśmy oglądając pokazy z ogniem, tańcem i wygibasy gości z Afryki, które zaciekawiły urlopowiczów w różnym wieku. Ogrom pracy i zaangażowania był bardzo widoczny, ale i widzowie dawali z siebie 100% okrzykując z zachwytem występujących.
Co ważne, animacje nie były nachalne. Jeśli ktoś chciał aktywnie spędzać czas – miał mnóstwo możliwości. Jeśli ktoś marzył o spokojnym odpoczynku przy basenie lub na plaży – również mógł liczyć na pełen komfort. To idealny balans, którego często brakuje w hotelach rodzinnych.
Jedzenie, które codziennie zachwycało
Przyznam szczerze, że kuchnia była jednym z najmocniejszych punktów całego pobytu. Każdy posiłek był małą podróżą przez tureckie smaki. Stoły uginały się od świeżych warzyw, aromatycznych przypraw, grillowanych mięs, ryb, lokalnych serów i deserów. Trudno było przejść obok wszystkiego obojętnie. Uwielbialiśmy zaczynać dzień od tureckiego śniadania. Świeże pieczywo, oliwki, sery, owoce i doskonała herbata sprawiały, że poranki smakowały zupełnie inaczej niż w domu.Wieczorami długo siedzieliśmy przy wspólnych kolacjach. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i po prostu celebrowaliśmy czas spędzony razem. Z czasem udało się nam poznać świetnych ludzi z Polski, dzięki któym wspólne posiłki nabierały zupęłnie innego wymiaru. Towarzyszyły temu wesołe rozmowy, wymiana doświadczeń i poznawanie róznych punktów widzenia. Naprawdę, doskonały czas przy pysznych posiłkach.
Obsługa, dzięki której czuliśmy się mile widziani
Niezależnie od tego, gdzie podróżujemy, zawsze zwracamy uwagę na ludzi. To właśnie oni często decydują o tym, jakie wspomnienia przywozimy do domu. W Batihan Beach Resort & Spa obsługa była fantastyczna. Uśmiechnięta, pomocna i niezwykle życzliwa.Od recepcji, przez restauracje, po animatorów i obsługę techniczną – wszyscy sprawiali, że czuliśmy się naprawdę zaopiekowani.
Takie rzeczy zostają w pamięci na długo i przywołują wspaniałe wspomnienia z każdego wyjazdu.
Turcja od środka, czyli podróże dolmuszami
Choć hotel był świetny, nie chcieliśmy spędzić całego urlopu wyłącznie na jego terenie. Jednym z naszych ulubionych doświadczeń było korzystanie z lokalnych dolmuszy. Te niewielkie busy są nieodłącznym elementem tureckiej codzienności. Dzięki nim mogliśmy przemieszczać się po okolicy dokładnie tak, jak robią to mieszkańcy.Uwielbiam takie momenty podczas podróży. I nie chodzi wyłącznie o dotarcie z punktu A do punktu B. Chodzi o obserwowanie ludzi, słuchanie języka, przyglądanie się codziennemu życiu i poznawanie kraju od trochę bardziej autentycznej strony, no i próbowanie rozmawiać w lokalnym języku. Czasami było trochę śmiechu z naszego tureckiego, ale ogólnie mieszkańcy Kusadasi bardzo doceniali, że próbowaliśmy ;-) Dzięki temu przez chwilę mogliśmy poczuć się jak lokalsi.
Kusadasi – miasto, które urzekło nas atmosferą
Kusadasi okazało się miejscem pełnym uroku. Spacerowaliśmy promenadą, podziwialiśmy port i obserwowaliśmy statki wpływające do miasta. Wieczorami miasto tętniło życiem, ale jednocześnie zachowywało swój spokojny, wakacyjny charakter.Odwiedziliśmy również historyczny Kervanserai, który przypomina o bogatej historii tego regionu.
Spacer po jego murach był okazją do krótkiego zatrzymania się i spojrzenia w przeszłość. Takie miejsca zawsze wywołują w nas zadumę i przypominają, jak wiele historii wydarzyło się przed nami.
Nie zabrakło także wizyty na lokalnym bazarze. Kolorowe stragany, zapach przypraw, tureckie słodycze, rękodzieło i wszechobecna energia sprawiają, że można tam spędzić wiele godzin. Wspaniałe rozmowy ze spotkanymi na naszej drodze ludźmi pokazały nam, że Turcy bardzo lubią naszych rodaków i chętnie podejmują z nimi rozmowy. Słysząc język polski podczas naszych rozmów zagajali polskimi słówkami, co wywoływało w nas wzruszenie.
Oczywiście wyjazd na bazar byłby bez sensu, gdyby jak zwykle do naszego domu wróciła z nami niezwykła pamiątka przypominająca nam o odwiedzonym przez nas miejscu, a mianowicie wspaniała ręcznie wykonana maska ze skóry naturalnej, która z dumą zdobi naszą ścianę pamiątek.
Okolice Kusadasi są niezwykle malownicze. Wzgórza, drzewa oliwne, górskie krajobrazy i piękne widoki towarzyszyły nam niemal każdego dnia. Turcja pokazała nam swoje zupełnie inne oblicze niż to, które najczęściej widzimy w katalogach biur podróży.
Po trudnym i wymagającym pierwszym półroczu daliśmy sobie prawo do odpoczynku. Zwolniliśmy tempo. Nie goniliśmy za kolejnymi punktami programu. Nie rezerwowaliśmy dodatkowych wycieczek. Pozwoliliśmy sobie po prostu być.
Dziś, patrząc na zdjęcia z Kusadasi, wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji. Wracamy bogatsi o wspomnienia, które zostaną z nami na lata. Wracamy z jeszcze większą wdzięcznością za możliwość wspólnego podróżowania. Wracamy zachwyceni Turcją i już teraz wiem, że kiedyś wrócimy tam ponownie, aby te wszystkie atrakcje zobaczyć.
A nasz cykl „Podróże z dziećmi” wzbogacił się właśnie o 51. miejsce, które na długo pozostanie w naszych sercach.
Park Narodowy Milli – miejsce, które zachwyca na każdym kroku
Jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie odwiedziliśmy podczas pobytu, był Park Narodowy Milli. To właśnie tam najmocniej poczuliśmy, jak niezwykła potrafi być natura. Widoki dosłownie zapierały dech w piersiach. Góry spotykające się z morzem, krystalicznie czysta woda, dzika przyroda i przestrzeń, która pozwalała odetchnąć pełną piersią. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek automatycznie zwalnia. Patrzy przed siebie i przez chwilę nie myśli o niczym.Natura zadziwia na każdym kroku, do tego stopnia, że po drodze spotkaliśmy żółwia, który prawie wywołał u mnie zawał serca ;-)
Każde miejsce, które odwiedziliśmy podczas tego wyjazdu, wywoływało w nas zadumę i ogromną wdzięczność za możliwość podróżowania. Za zdrowie. Za rodzinę. Za wspólnie spędzony czas. Za to, że możemy pokazywać dzieciom świat i jednocześnie sami nieustannie go odkrywać. Park Narodowy Milli był pod tym względem wyjątkowy. To właśnie tam najczęściej łapaliśmy się na tym, że po prostu stoimy wtuleni w siebie i patrzymy przed siebie.
Bez pośpiechu.
Bez słowa.
Po prostu obecni.
Każde miejsce, które odwiedziliśmy podczas tego wyjazdu, wywoływało w nas zadumę i ogromną wdzięczność za możliwość podróżowania. Za zdrowie. Za rodzinę. Za wspólnie spędzony czas. Za to, że możemy pokazywać dzieciom świat i jednocześnie sami nieustannie go odkrywać. Park Narodowy Milli był pod tym względem wyjątkowy. To właśnie tam najczęściej łapaliśmy się na tym, że po prostu stoimy wtuleni w siebie i patrzymy przed siebie.
Bez pośpiechu.
Bez słowa.
Po prostu obecni.
Zielona Turcja, której się nie spodziewaliśmy
Przed wyjazdem wielu znajomych pytało nas o plaże, temperatury i morze. Tymczasem jednym z największych zaskoczeń okazała się dla nas wszechobecna zieleń. To nasz pierwszy raz w Turcji i sami nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Nie mniej jednak wybraliśmy, a w zasadzie trafił nam się sam najpiękniejszy region tego kraju.Okolice Kusadasi są niezwykle malownicze. Wzgórza, drzewa oliwne, górskie krajobrazy i piękne widoki towarzyszyły nam niemal każdego dnia. Turcja pokazała nam swoje zupełnie inne oblicze niż to, które najczęściej widzimy w katalogach biur podróży.
Czy warto wybrać Kusadasi na rodzinne wakacje?
Jeżeli szukacie miejsca, które łączy piękne plaże, świetne hotele, ciekawe atrakcje, smaczną kuchnię i możliwość spokojnego odpoczynku z dziećmi, Kusadasi będzie doskonałym wyborem. My znaleźliśmy tam dokładnie to, czego potrzebowaliśmy.- Odpoczynek.
- Spokój.
- Rodzinny czas.
- Mnóstwo rozmów.
- Śmiech dzieci.
- Wspomnienia z dziadkami.
Podsumowanie naszych wakacji w Turcji
Nasze wakacje w Turcji nie były wyjazdem pełnym pośpiechu i odhaczania atrakcji. I właśnie dlatego były tak wyjątkowe.Po trudnym i wymagającym pierwszym półroczu daliśmy sobie prawo do odpoczynku. Zwolniliśmy tempo. Nie goniliśmy za kolejnymi punktami programu. Nie rezerwowaliśmy dodatkowych wycieczek. Pozwoliliśmy sobie po prostu być.
Dziś, patrząc na zdjęcia z Kusadasi, wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji. Wracamy bogatsi o wspomnienia, które zostaną z nami na lata. Wracamy z jeszcze większą wdzięcznością za możliwość wspólnego podróżowania. Wracamy zachwyceni Turcją i już teraz wiem, że kiedyś wrócimy tam ponownie, aby te wszystkie atrakcje zobaczyć.
A nasz cykl „Podróże z dziećmi” wzbogacił się właśnie o 51. miejsce, które na długo pozostanie w naszych sercach.




















































