19.02.2016

Imieninki w Jupi Parku.



5 lutego nasze małe Słoneczko obchodziło imieninki. Z Racji tego, że my celebrujemy wszystkie święta, wybraliśmy się na małą wycieczkę.
Piątek, 5 lutego 2016, godzina 8 rano. Budzimy się całą Trójką, bo Mama i Tata zaplanowali na ten dzień urlop. Leniwie zeszliśmy zjeść śniadanie, wypić kawę i obejrzeć szybki przegląd "Psiego Patrolu", "Dory małej podróżniczki" i jakiś nowych czarodziejek. Pogoda za oknem była mało przekonująca do opuszczenia naszych 27 stopniowych domowych Hawajów.
Kuba i jego mobilizacja szybko jednak sprawiły, że zapakowaliśmy graty do naszej biedronki i ruszyliśmy w drogę.
Padło standardowo na ulubioną krainę zabawy jaką jest Jupi Park w łódzkiej Manufakturze. Przyznam, że Manufaktura jest już tak strasznie oklepanym miejscem, ale z drugiej strony nie byliśmy jeszcze w fajniejszym parku rozrywki jakim jest Jupi Park.
Powierzchnia do zabawy jest naprawdę bardzo duża. Na tyle duża, że spokojnie rodzice razem ze swoimi pociechami mogą się nabiegać i pozjeżdżać na zjeżdżalniach.



Przyznam szczerze, że nie sądziłam, że Kuba tak dobrze będzie sobie dawał radę. Ostatnim razem, kiedy byliśmy w Jupi Parku, a było to chyba w październiku trzeba było go pilnować i w niektóre miejsca podsadzać, ponieważ był za niski.




Kilka miesięcy minęło i dziecko sobie wspaniale dawało radę samo. Nie sprawiało mu problemu wspinanie się na najwyższe szczyty sali zabaw ani tym bardziej zjeżdżanie na dużych zjeżdżalniach. Dwie godziny jak się okazały było mało dla Kuby, choć dla nas i naszej zabawy to było to już spore osiągnięcie ;-) Udało nam się jednak przekonać młodocianego, że to już czas skończyć harce i opuściliśmy lokal.







Całe szczęście, że postanowiliśmy zabrać wózek, bo nasza pociecha po zjedzeniu ogromnej porcji obiadu usnęła w wózku na dobre 2 godziny.
Mieliśmy okazję z Małżonkiem pospacerować w spokoju jak za starych czasów, co było bardzo miłe, a zarazem dziwne ;-) Każdy z nas był zadowolony bowiem nie dość, że zabawa na sali zabaw udała się wybornie, to jeszcze wróciliśmy z kilkoma torbami wyprzedażowych cudów. Najmniej szczęśliwy okazał się tylko nasz portfel, ale co tam- raz na jakiś czas, to nawet rodzicom należy się zaszaleć z zakupami ;-)
Obsługiwane przez usługę Blogger.