01.03.2015

Jak funkcjonować żeby nie zwariować?!


Czy czasem macie ochotę rzucić wszystko w cholerę, trzasnąć drzwiami i zwiać tam gdzie pieprz rośnie? Mnie czasami taka myśl przechodzi przez głowę. Jestem przecież matką, żoną i kurą domową. Mam wiele obowiązków na głowie i tylko 24 godziny każdego dnia.

Nie jest lekko. Wiadomo, że dziecko jest zależne od rodziców w wielu kwestiach. Mój Syn nie umie jeszcze zmienić sobie pieluchy, ani podetrzeć tyłka. O zrobieniu sobie kanapki z pasztetem i ogórkiem nie wspomnę. Dziecko w tym wieku oprócz tego, że potrzebuje aby je nakarmić i ubrać to chce się jeszcze pobawić. Czasem układając z nim klocki zastanawiam jak ogarnę się z milionem innych rzeczy. Przecież muszę zrobić 3 prania, poskładać i poodnosić wysuszone ubrania, odkurzyć, napalić w piecu, opielić w ogórku. Ku*** a obiad? Na śmierć zapomniałam, że przecież musimy jeść. No tak- jeszcze muszę ugotować obiad, ale najpierw powinnam pojechać na zakupy, bo lodówka świeci pustkami. 
Od tego całego myślenia czuję, że moja głowa zaczyna się buntować i mój mózg nie chce przyswajać kolejnych bardzo prostych informacji typu: 

  • portfel odkłada się do torby, a nie do lodówki, 
  • papier toaletowy wyrzucamy do kibla zużyty, a nie całą rolkę.

Na szczęście w moim domu mamy podział obowiązków. Dodam również, że nie jest on ustalony "na sztywno". Mój Mąż oprócz gotowania jest w stanie zrobić wszystko w domu. Od powieszenia prania, po opielenie w ogródku. Uważam, że jest to bardzo sprawiedliwe, bo decydując się na rodzinę, dom, ogród, powinniśmy liczyć się z tym, że będziemy o wszystko dbać wspólnie. Są takie dni, że to ja biorę kosiarkę i koszę moje 2600 m.kw przez kilka godzin, a mój mąż w tym czasie robi coś innego. Pamiętajmy też o tym, że ktoś musi zarabiać na rodzinę. Teoretycznie i praktycznie nasza głowa rodziny znika w dni robocze na 9 godzin. Nie ma go od 7:30 do 16:30. Te 9 godzin muszę sobie radzić sama. Są takie rzeczy, których nie mogę odwlec do czasu, kiedy Mąż wróci. 
Pamiętajcie! 
Dobra organizacja pomaga w zaplanowaniu dnia. Są pewne rzeczy, które mogę spokojnie wykonać razem z dzieckiem. Od jakiegoś czasu Kuba chętnie pomaga w wieszaniu prania. Schodzi się z tym ciut dłużej niż robiłabym to sama, ale grunt to pozwalać dziecku pomagać w pracach, które chce wykonywać. 
Ogarnia mnie jednak śmiech kiedy słyszę o tym, jak żalą się kobiety mieszkające w dwupokojowym mieszkaniu. Dziewczyny, powiedzcie mi, czym tak się zmęczycie? Koszeniem trawy przez 7 godzin, czy myciem 26 okien w domu. Znam kilka takich osób i powiem Wam, że ciągle słyszę ten żal, że mają w pytę roboty. Dodatkowo powiem Wam jeszcze coś. Oprócz tego, że mają do posprzątania tylko niewielkie mieszkanie, to jeszcze codziennie organizują opiekę dla swojego dziecka, bo są tak strasznie zmęczone odkurzaniem, że muszą pozbyć się na jakiś czas dziecka. Ja wiem, że nie każdego stać na budowę domu, ani nie każdy chce brać na taką inwestycję kredyt. Ale do cholery, nie przesadzajmy. Mam na prawdę dużo obowiązków, a mimo to nie żalę się nikomu, że wszystko musimy robić sami. Taki był nasz wybór.
Decydując się na budowę domu wiedziałam na co się piszę. Wiedziałam, że będziemy musieli o wszystko zadbać we dwoje, a przecież z czasem będzie dziecko. Powiem Wam jeszcze, że gdybym miałam cofnąć czas i podjąć jeszcze raz decyzję o tym, czy się budujemy czy kupujemy mieszkanie w bloku, to moja decyzja byłaby taka sama. Sama jestem sobie panią. Nie muszę się liczyć z tym, że jestem za głośno w swoim domu, bo nikt nie będzie mi walił szczotą w sufit. 
Mój dom, moje zasady. 


AMEN!






Obsługiwane przez usługę Blogger.