22.03.2015

Całodniowa wycieczka.


W końcu zmobilizowaliśmy się i wyruszyliśmy na całodniową wycieczkę do miejsca, gdzie czas płynie szybciej. Wczoraj pojechaliśmy na podbój Portu w Łodzi.


Zbieraliśmy się do jakiegokolwiek wyjazdu od dłuższego czasu, ale ciągle coś wypadało nam po drodze i plany musiały być przesuwane. Albo był wyjazd do lasu po drzewo, ale jakaś robota w domu. Albo mąż musiał do biura i później był zmęczony. Teraz podjęliśmy decyzję pod wpływem chwili i uważam, że czasem spontaniczne wyjazdy są dużo lepsze niż te, na które się oczekuje. 
Piotrek w sobotę rano kazał się szykować do wyjazdu i tak na prawdę jak byliśmy już ubrani i spakowani to powiedział jaki ma plan. U nas w domu nie trzeba nam 2 razy powtarzać, że gdzieś jedziemy. Pada hasło WYJAZD i my szykujemy się w trybie ekspresowym, a Kuba stoi już przy wejściu do ganku i uradowany krzyczy "brrruuuum". Z nas jest typowo turystyczna rodzinka, tylko co zrobić jak czasu nie ma na nic?!
Bagażnik Cytryny został spakowany (o dziwo wszystko zmieściło) w najpotrzebniejsze rzeczy, czyli:
  • wózek
  • ubranka na zmianę
  • pampersy i chusteczki 
  • przekąski i picie
  • kocyk na wypadek spania i podusia
Nie braliśmy nic zbędnego, bo czasem mam dosyć chodzenia jak tragarz, a lubię mieć wszystko przy sobie, aby nie biegać co chwilę do auta po potrzebne rzeczy.


Wyruszyliśmy do południa na totalnego luzaka. Bez stresu, bez pośpiechu. Tak, aby nacieszyć się sobą.
Wskoczyliśmy na A2 i przebiliśmy się przez całą Łódź. Droga upłynęła nam miło na rozmowach i heheszkach Kubuli. 




Na pierwszy ogień poszła IKEA. Jest tam raczej dość cicho, przytulnie i według mnie nie ma jakiegoś dużego pośpiechu jak w innej części centrum handlowego.
Oczywiście zdążyłam jeszcze przed wyjazdem zrobić szybkie rozeznanie w domu i sporządzić listę potrzebnych rzeczy.



Po przejściu górnego piętra, poszliśmy na obiad. Kubula zjadł chętnie frytki z klopsikami. Muszę przyznać, że apetyt naszego głodomora był całkiem spory. W ramach deseru złapał kilka gryzów naszego ulubionego bezglutenowego deseru, a mianowicie torcika migdałowego z czekoladą- mam nadzieję, że poszło mi w cycki ;-)


Po małym odpoczynku poszliśmy przemierzać korytarze magazynu. Kupiliśmy niestety (albo stety!) nie tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Z dodatkowych zakupów wynieśliśmy dwa stołki barowe, które od dwóch lat były w planach, kocyk i nakręcaną latarkę. 
W końcu się udało. 
Zakupy zanieśliśmy do auta, a następnie udaliśmy się w dalsze zwierzanie reszty sklepów.
Standardowo na cel obraliśmy Leroy Merlin. Zawsze coś z niego wyniesiemy- choćby głupie ramki na zdjęcia lub baterie do padów od xBoxa. 
Jeżeli jesteście ciekawi nowych, jeszcze aktualnych promocji, to zapraszam do zapoznania się z gazetką promocyjną -> |KLIK|

Podobał mi się zestaw mebli ogrodowych, w skład którego wchodził mały stolik i 2 krzesła za 112 PLN, ale ostatecznie nie zakupiłam, bo mam nadzieję, że znajdę coś ładniejszego.

Po większości czasu na nogach, zjedzeniu bomby kalorycznej w postaci lodów i przejściu całego centrum handlowego zapakowaliśmy się do auta i udaliśmy z stronę domu. W końcu przed nami był jeszcze kawałek drogi, ale wyjazd zaliczamy do jak najbardziej udanych. ;-)








Obsługiwane przez usługę Blogger.