07.01.2015

Wracam do pracy, czyli kopro-mama.




Prawie 2 lata temu odchodząc na zwolnienie lekarskie powiedziałam do swoich współpracowników, że "JESTEM W CIĄŻY- ZARAZ WRACAM".

Dlaczego zaraz nie wróciłam?
Odpowiedź jest niezwykle prosta.


Zakochałam się w swoim nienarodzonym jeszcze dziecku!
Dni zwolnienia mijały wolno więc miałam dużo czasu na refleksję, czytanie poradników dla przyszłych mam, oglądanie cudnych bobasów. W końcu zaczęłam czuć pierwsze motylki w brzuchu, łaskotanie. Z czasem łaskotanie zmieniło się w solidne kopniaki. Lubiłam czas ciąży, mimo że nie znosiłam jej wcale dobrze. Występowały komplikacje i problemy, ale nie zniechęciło mnie to do pesymistycznego myślenia.

W końcu nastąpił ten dzień.
12.11.2013.
Czekałam na tą chwilę wieki.
O godzinie 11 została mi podłączona kroplówka, o 14 zaczęły się lekkie bóle. Zadzwoniłam do męża, który już był rano poinformowany, że tego dnia będzie wywoływana akcja.
Niunisio urodził się o 16:50 z wagą 2900g i długością 52cm.
Płakaliśmy oboje ze szczęścia, bo dość długo staraliśmy się o dziecko i jak zobaczyliśmy tą naszą małą kruszynkę, wszystkie smutki i złe myśli odeszły w niepamięć.
Muszę przyznać, że nie sądziłam, że można aż tak bardzo kochać już od dawna kogoś, kogo zna się tak krótko... a jednak!





Zgodnie stwierdzamy, że był to najpiękniejszy dzień w naszym życiu, bo daliśmy życie człowiekowi.
Po powrocie ze szpitaa dni mijały nam bardzo szybko, aż byłam ździwiona, że tak może lecieć czas. Nim się obejrzałam zbliżał się koniec mojego półrocznego urlopu macierzyńskiego. Zdecydowałam, że zostanę jeszcze na kolejne pół roku.

To był matczyny luksus, bo czekałam na moje dziecko długo za długo i chciałam poświęcić się Kubie w 200%. Jestem bardzo zadowolona, że mogłam spędzić z moim dzieckiem tak dużo czasu. Doświadczyłam pierwsze świadome uśmiechy, gaworzenie, siadania, a później kroki .... i psocenie, otwieranie szuflad, wchodzenie na schody. O matko! Ile tego było... ;-)
To było niezapomniane przeżycie ale cóż- trzeba wracać do rzeczywistości. 
Bałam się dnia powrotu do pracy, który zbliżał się wielkimi krokami. 
W końcu spędziłam na zwolnieniu lekarskim i urlopie macierzyńskim/rodzicielskim łącznie 
21 miesięcy.
Z jednej strony chciałam wrócić do pracy, wyjść do ludzi. Ile to można chodzić w wyciągniętych dresach i przewalać się po podłodze? 
Z drugiej gdybym miałam wybór, to chętnie odchowałabym Młodego do czasu pójścia do przedszkola.

No cóż, jak większość młodych małżeństw, tak i my posiadamy kredyt na nasze wymarzone 200m "gniazdko". Niestety, ale kredyt nie spłaci się sam i tutaj nie było wyboru. Ustaliliśmy, że ja wracam do pracy, a z Niunisiem zostaje moja babcia. 

Tak więc od całych 2 dni znów jestem pełnoetatowym pracownikiem korporacji. Trochę się pozmieniało, jak to po prawie 2-letniej przerwie, ale jest fajnie. Nowi ludzie, nowe cele, może nowe perspektywy. Teraz tylko należy zachować równowagę między pracą, a życiem prywatnym. 

A więc- MOJA KORPO-przybywam!





Obsługiwane przez usługę Blogger.