27.01.2015

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą- część I.


Jesteście ciekawi jak potoczyło się wczorajsze spotkanie z moim szefem? Czy przedłużył naszą współpracę, czy podziękował za czas spędzony w Korpo?

Więcej informacji w poście.
Wczorajszy dzień, a przynajmniej do 14:00 upłynął pod znakiem pytań, wątpliwości, a co najgorsze strasznego stresu.
Stres paraliżował mnie do takiego stopnia, że chciało mi się płakać ze strachu przed tym co będzie. Moje dziecko dodatkowo chodziło wyjątkowo jęcząco-płaczące, co jeszcze bardziej zwiększało moją irytację, frustrację i wkurzenie...
Nadszedł w końcu czas wyruszenia do pracy. Z racji tego, że moje auto (standardowo jak na złość) nie zostało naprawione, byłam zmuszona zostać odwieziona przez dziadka do Korpo. Czas mijał nadzwyczaj wolno i ciągle miałam myśli w głowie: " Do kur*** nędzy, niech to już nastąpi! Niech powie co ma powiedzieć i niech zejdzie to już ze mnie!".
W końcu po całej wieczności dotarłam do budynku na Jagiellońskiej, zapaliłam 2 papierosy i z udawanym spokojem na twarzy weszłam do pracy. Odpaliłam komputer, odczytałam pocztę i wiecie co??? Mój szef napisał mi maila, że go dzisiaj i jutro nie ma. Myślałam, że zagotuję się tam do 1000 stopni, że kolejny dzień upłynie mi w niepewności.
Z tego wszystkiego poszłam zapalić kolejną fajkę. Po powrocie usiadłam do pracy i powiem szczerze, że nerwy zaczęły ze mnie schodzić. Dzień minął nadzwyczaj szybko, bez stresu, za to z masą pracy. Ale chyba tego potrzebowałam. Mąż odebrał mnie z pracy, ja spokojna wróciłam do swojego domu, obejrzeliśmy jeszcze film i poszliśmy spać. Noc przespałam całą, bez budzenia się, bez koszmarów. Wyspałam się jak nigdy. Dziś wstałam zadowolona, w dobrym humorze i z energią do zabaw z Kubusiem. 
Jak dzisiaj minie mój dzień w pracy? 
Czy uda mi się odbyć długo zapowiadaną rozmowę? 
Te i inne odpowiedzi niedługo się pojawią, ale pamiętaj: DOPÓKI WALCZYSZ, JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!





Obsługiwane przez usługę Blogger.